Umrę sama z siebie. Po prostu.
perwers | 04 Marzec, 2010 19:05
Spójrz na świat dookoła brudne mury miasta.
perwers | 27 Luty, 2010 21:46
Denerwuje mnie, to że nie moges ie nawet wypłakać w spokoju. Wszyscy w koło pytają co jest co się stało. Cóż może nie mam ochoty im odpowiadać. Oni wciąż nalegają wiec się denerwuje jestem wkurzona. Mam do tego prawo. Mogę na nich wrzasnąć, chcę żeby się odczepili. W tedy jest ten piękny moment kiedy się obrażaja a ja w jednym momencie mam ich głęboko w swojej grubej dupie, a jednocześnie żałuję, że to zrobiłam. Przyuważyłam też że Łukasz ma mnie i moje zainteresowania, poglądy, a nawet moje życie gdzieś. Tak wiec poddaje się przestaję walczć o cokolwiek. Będę grała obrażone dziecko. Aż pewnego dnia złoty strzał 1 czerwca hm albo w trakcie wakacji żeby było śmieszniej. Nie mam żadnych motywacji do życia. Bo co ja tu zostawię? Rodzinę ? nie bardzo mi na nich zależy. Katarzynę? Tak jej mi będzie szkoda. Co mam więcej ? Brzydką cerę. Gruby brzuch, uda i tyłek ? Małe cycki ? Oszpecone ciało na rękach ? I nie mam tatuażu tego który miał mi przypominać, że jednak mam po co żyć. Racze nie będę go miała brak funduszy. Może to pożegnanie. A może dopiero witam się. Moze jutro już mnie nie będzie. Jestem psychiczna dziewczynka tak. Ale tylko wobec siebie, potrafię być normalna szaro-bura przy innych.
Mówią ryj nie szklanka nie zbije sie ale blizny pozostaną.
perwers | 16 Luty, 2010 21:42
Nie pytam gdzie jest Bóg,pytam gdzie są ludzie,którzy założyli knebel na głos swoich sumień...
perwers | 15 Luty, 2010 18:34
Łukasz zdał test. Cieszę się.
Walentyni przezyłam ale wyszły paskudne. Niby wmawiałam sobie, że to komercyjne, że to dla małych dzieci, głupich zakochańców ale jednak wolałabym miec do kogo się przytulić w ten dzień. Łukasz był dość przyjemny, pisalismy w miare normalnie, wczorajszy pozytyw był taki, że poczułam się jak w wakacje ta atmosfera gadulcowa te same teksty te same piosenki. Wszystko takie same ale jednak inne, chłodniejsze, surowe oczywiste.
Dziś jakoś mnie olewa, w sumie to nie dziwie mu się. Zdał test chce oblać z kumplami więc jestem mega zadowolona.
W szkole niby normalnie tak standardowo, powol zaczyna wkradać się rutyna. Dobrze, dobrze, źle. Dobrze źle,dobrze. Źle , źle dobrze tak w kółko. Irytuje mnie moje własne zachowanie, nie potrafię się skupić na pisaniu rozprawki, która nigdy nie stanowiła dla mnie żadnej trudności. Wiersza tez nie mogę sie jakoś nauczyć, nie mogę sie skupić.
Właśnie powinnam kuć na matmę ale jakoś nie chcę, przewiduje swoją ocenę.
Czuję sie zupełnie jak w piosence grammatika.
Kłaniam się jak najnniżej szczególnie dla Eldoki, cudowny człowiek. W prawdzie nie poznałam go w życiu ale jego teksty poruszają mnie jak nikogo innego.
Gdy ranie Cię słowami czuję się zerem.
perwers | 13 Luty, 2010 17:37
Kolejne ostatki, kolejne w domu. Mam ochotę zapasć się pod ziemie. Chcę zeby mnie ni było od tak sobie mnie nie było. Nie chcę czuć nic. Nie dlatego że jest mi spychicznie źle, nie dlatego że jestem supersamotna. Dlatego, że wszystko mnie męczy, irytuje i tylko osłabia. W rzeczywistości jestem szcześliwa i pędze przed siebie jak reszta świata ale świat się nie zatrzymuje a j atak. Zatrzymuję się na chwilę i myśle o tym co się stało, zastanawiam się co zrobiłam źle, dlaczego są piękniejsze ode mnie, mądrzejsze, zdrowsze dziewczyny, zastanawiam jak mogłoby być, w myślach pisze własny scenariusz życia ale to tylko głuche nadzieje, marzenia , które się nie spełnią.Nienawidze sie na łukaszza gniewać,nienawidze kiedy on jest radosny a ja zła bądź smutna. Nienawidze keidy opowiada mi o dziewczynach , koleżankach czy ślicznych korepetytorkach - studentkach. Nienawidze kiedy nie szanuje moich pragnień mojego marzenia. Koachm tańczyć od kąd pamiętam ale zdolnosci nie mam, lubie opowiadać o róznych tańcach ale Łukasz mnie nigdy nie słucha, ignoruje lub zmienia temat. Dla niego najwłaściwszy temat to jachty, tak kocha je tak samo jak ja kocham taniec ale ja lubię słuchać o jego 'zbooczeniu zawodowym'. Słucham tez w tedy kiedy nie mam humoru , kiedy jest mi źle. Szkoda że on z taką uwagą nie słucha mnie. Z resztą nie wymagam już tego od niego. Popsuło się wszystko między nami, jesli w ogóle coś było... Jeszcze 2 tygodnie temu oznajmił mi, że walentynek nie obchodzi, tak jakby chciał sie usprawiedliwić prze de mna. Nie liczyłam na nic... chyba nie liczyłam. Oby przezyć niedziele 14 lutego po raz któryś samotnie. Ale nie to boli najbardziej. Najbardziej ze wszystkiego boli to, że pewnie spędzi je z kimś innym. Ale jak mówi Kasia ' Jak kochasz to pozwolisz mu odejść... ' więc pozwalam i nie walczę.
Boli mnie głowa, żołądek i serce. Głowa od myślenia, żołądek od żygania, a sercez tęsknoty .Myśle o moim Tomku, który nie żyje już od kilku miesięcy. Żygam swoimi myślami o tym jak mogłoby być gdyby żył. Tęsknie za nim jak cholera, za Łukaszem tez ale jemu musze dać odejść. Tomek zginął z mojej winy bez względu na to co kto powie wiem, że gdybym odebrała telefon, gdybym była kiedy wbijał iglę w wielką żyłę... On w tedy by żył. Czuję sie winna ale widocznie jest mi to potrzebne.
Mówię czasem rzeczy których sam nie rozumiem.Powiem coś głupiego potem żałuję...
perwers | 08 Luty, 2010 17:25
Starsz się oddychać szeptem. Pościel jeszcze pachnie ogniem naszych ciał...
perwers | 01 Luty, 2010 22:16
Wiesz potrafisz zabrac mnie do nieba wiec zabierz mnie i zostaw tam sama bo Ty masz swoj raj na ziemii beze mnie.
perwers | 31 Styczeń, 2010 22:50
Żyjemy w rzeczywistości ciągłej sprzedaży, gdzie 'byc' przestaje cokolwiek znaczyć.
perwers | 20 Styczeń, 2010 15:59
Teraz juz... chodz do mnie chodz... Nagannie pragne Cie..
perwers | 19 Styczeń, 2010 15:50
Kolejny dzien z serii mialo byc pieknie ale i tak nic z tego nie bedzie. Cały miesiac czekania na przerwe zimowa w szkole. I jedno zdanie ktore wszystko popsulo.Szlag trafil cala odwwage, pewnosc siebie i sile. Nie widze przyszlosci dla czegokolwiek. Zyje by umrzec, ucze sie ale i tak umre, usmiecham sie zeby to innym bylo lepiej. Dzis lzy cisna mi sie do oczu ale nie placze. Chyba juz ich tam nie ma. Odpuszczam wszystko,wszystkich,wszystkim.
Wiem, ze juz nigdy wiecej nie zobacze sie z osoba na ktorej mi zalezy, tak bedzie lepiej, dla niego. Nie zobacze sie tez z Katarzyna, dla niej bedzie lepiej. Bardzo jej wspolczuj epustki w srodku ale nie pomoge bo moglabym sie zlamac poczuc cos. Najmniejsza obawa o nia mnie zlamie.
Dzis widzialam jak po nasze szkolne maluchy( mamy polaczone szkoly) przyjezdzali ojcowie i pomyslalam o moim i miomo ze chcialabym poczuc jego bliskosc to czuje tylko i wylacznie wstret. Nie potrafie nikomu zaufac, nikogo pokochac.
Jak na W-Fie.
Boli, piecze.
Moje rece.
Pulsuje.
Znow goraco.
Piecze.
Krzyki, smiech.
Chyba ze mnie.
Nadal boli.
Czuje lzy.
Nie widze ich.
Pilka.
Teraz twarz, boli.
Szczeka. Przeszywajacy bol.
Smiech, strach.
Tak w kolko.
A teraz sie boje. Co jest, co bedzie,co bylo? Czego nie bylo, czego nie bedzie ? Pomocy chce! Prosze pomoz, mamo. Mamo słuchaj, popatrz na mnie. Dlaczego nie patrzysz? Sluchaj mnie. Sluchasz uff. teraz powiedz co mam zrobic, zeby nie bolalo w srodku tam, w glowie mojej. Nie chcesz powiedziec, wolisz zatopic sie w ksiazkach. Ja tez bym wolala.
Katarzyno, chodz! No chodz ! Dlaczego nie idziesz ?Kasiu wysluchaj. Dlaczego nie chcesz? Jeden temat, jedna mysl, jeden rytm.Spalmy zdjecia, nie pamietajmy,zapomnijmy, ucieknijmy, razem daleko. Nie chcesz! Mowilas ze na nikim nie zalezy Ci tak jak na mnie. Klamalas ? Klamalas. Milczysz. Pojde sama. Nie pojde, boje sie. Zostane. Nie chce sama. Nie odezwe sie.
Zegnam.
Cały sens isnienia, żeby umieć zyć bez znieczulenia...
perwers | 18 Styczeń, 2010 21:14
A jeśli powiem nie ?
perwers | 18 Grudzień, 2009 18:51
dupa, dupa, dupa, dupa.
Wszystko jest dupa.
Wytrzymałam całe 12 dni bez rozmawiania na gadu z bardzo greckim Bogiem w białej koszulce. A potem właśnie dupa. Jakoś tak napisałam bo niby dlaczego nie ?
I nawet rozmawialiśmy... tak inaczej rozmawialiśmy. Wyżaliłam się i nawet mnie wysłuchał. Wyczuł, że coś jest nie tak. Kazał mówić więc mówiłam. A właściwie pisałam. Pisałam o Tomku, dużo o nim.A potem poczułam nagłą chęć przytulenia się do kogoś. Nie do matki czy brata. Tylko do chłopaka, do kogoś na kim mi strasznie zależy.
Dziwne ale rozmawialiśmy też o nas. Przez cały czas wiedział, że mnie w sobie rozkochał i zostawił jak psa bezdomnego. Wiedział co czuje ale jednak ukrywał to i chyba tak mi było lepiej.
Rozmowa była dziwna ale zacytuję kawałek, nawet spory.
(O)n - wiedziałem że sie odezwiesz
(s)tokrotka -dlaczego wiedziałeś ?
o - po prostu
S - sugerujesz iż nie potrafie wytrzymać bez pisania do Ciebie ?nie ma po prostu.
O - bo jestem wystarczająco daleko by moc mi cos powiedziec i nie patrzec w oczy ?
S - znam cie troche ; ) przynajmniej tak mi sie wydaje ; )
Przerwa.
O- czym sie znów zadręczasz? Uśmiech
S- Tobą się dręcze.
O-a więc wariat ; )
S-dlaczego wariat. ? to Ty jestes wariat a ja jestem tylko człowiekiem który nie nadąża.
O- bo nie ma racjonalnego wytłumaczenia za dręczeniem sie kimś kto nie potrafi znalezc własnego miejsca w swiecie.
23 grudnia będzie dokłądnie pół roku jak pierwszy raz widziałam go na oczy. Mamy zostać przyjaciółmi, przynajmiej on powiedział, że woli mnie jako przyjaciółkę. Niech i tak bedzie ale ja wiem, że to już nie będzie przyjaźń to nie będzie nic. Kontakt się urwał.
Nie lubie świąt. Nienawidze. Tyeraz najgorszy czas. Najpierw pierdzielone świąta głupia wigilia. Głupia bo nawet nie mogę spędzić jej z rodziną. To znaczy mogę z matką i ewentualnie z bratem. Ojciec pije, nawet nie wiem gdzie jest w tej chwili. Może właśnie zabawia się z jakąś dziwką, a może śpi w samochodzie. Matka maskręconą nokę wiec wszystko robie ja. Brat przyjedzie na gotowca albo wcale. Prezentu nie dostane w ogóle. Ale nie to mnie boli. z resztą mniejsza.Zaraz po świętach sylwester i dylemat spędzić go z przyjaciółką , będzie miło ale nudno z drugiej strony nie chcę żeby była sama, mogę jeszcze iść na domówkę do brata i tam będzie świetnie ale co z tego pewnie będę miała wyrzuty sumienia bo przyjaciółka zostanie w domu sama.Po sylwestrze 14 luty dołujące święto ale jakoś je przezyje. Najgorsze to, że walentynkę dostanie jakaś inna dziewczyna fana białych koszulek . Dziewczyna czy przyjaciółka mniejsza nie chodzi o jakąś głupiią kartkę czy jakiś prezent, życzenia. Nie o to. Po prostu chciałabym ten dzień spędzić z nim. Z kimś kogo kocham, ale jeśli kocham to pozwalam odejść więc nie będę zatrzymywała. Potem moje urodziny nie chce ich obchodzić bo 2 dni po nich napisał do mnie po raz pierwszy. Następnie dzień kobiet , to samo co walentynki. Ech. Po dniu kobiet zostaje około 4 miesiące do wakacji więc aby przezyć do 9 marca.
Ciao.
Na cholerę obiecywać... Nie spełniac w ogóle.
perwers | 26 Listopad, 2009 20:52
Znów to samo. Znów cholerne uczucie. Nawet nie wiem o jakie uczucie chodzi.Czasem mam ochotę wsiąść w pociąg i jechać tam daleko żeby go zobaczyć,a na wstępie strzelić mu w twarz. Podobno mszczą się słabi. Być może ale czy wobec tego jestem słaba? Rozmowa jak każda. Najpierw napisze, potem pogadamy 5 minut i mów jak do ściany. Nie tylko nie pożegna się. Za każdym razem przestaje ze mną rozmawiać ot tak. Za każdym razem obiecuje sobie że mu nie odpisze. Za każdym razem kończy sie to tylko obietnicą.

Nienawidze tego typa. Naprawdę go nienawidze. Za to co mi zrobił. Za to, że czuje się teraz jak dziwka, jak dziewczyna na jeden raz. Nienawidze go za to, że śni mi sie po nocach, nie mogę myśleć o niczym innym. Najbardziej nienawidze go za to, że tęsknie, tęsknie jak jeszcze za nikim.
Dziś włef. Uwielbaim koszykówkę ale jestem chora na astmę, choć nie przeszkadza mi to w życiu to jednak muszę troche na siebie uwazać. Chciałam się wyżyć ale nei potrafiłam, szlag trafił całą złość. Nie potrafiłam nie chciałam. Najpierw wyniszczyłam się od środka, tera chcę biegać, tańczyć ale nie mogę. Zmęczenie zawsze bierze góre.Jestem teraz senna jak nigdy, zaraz po wychowaniu fizycznym zasnęłam na ramieniu koleżanki. I teraz chce mi sie tak bardzo bardzo spać.
Tak w nicości trwam...
perwers | 25 Listopad, 2009 19:03
Myśle ostatnio. Myślę dużo i intensywnie. Jest źle potem znów dobrze. Wspaniale kiedy śnie bo ciągle o nim jednym. Przed snem myslę o tamtej nocy z nim spędzonej o ciepłych pocałunkach, smaku jego skóry i męskim zapachu. Tam pociągającym... Tym, któremu nie mogłam się oprzeć.
***
Śniło mi się, że przyjechał samochodem do szkoły. Swoim własnym, takim jakim sobie wymarzył. W tym udawanym życiu zwanym snem było cudnie. Nie spodziewałam się go. Nie przypuszczałam, że przyjdzie do mnie. Choć na niby... Przyszedł jednak. Wszedł głównym wejściem. Przeszedł przez drzwi dzielące korytarz od stołówki. Był ubrany w białą koszulkę, taką zwyczajną, taką którą najbardziej u niego lubiłam, spodnie moro dość luźne. Czarne polskie skoczki. Szedł na luzie, jego opalone ręce były jeszcze ciemniejsze niż zwykle. Najpierw zauważyły go dziewczyny siedzące ze mną na ławce. Potem ja... Miał właśni epukać do pokoju nauczycielskiego, w tedy właśnie zerwałam się.
-Przepraszam, Pan do kogo jeśłi można zapytać ?
-Och. Właśnie Pani szukam. – Powiedział i pokazał cudne idealnie równe, białe ząbki.- Czy zechciałaby mi pani pokazać odrobinkę tych pięknych lasów i jezior?
Mimo woli uśmiechałam się tak szeroko że bolały mnie policzki.Objął mni ew pasie i pocałował, tak długo, tak gorąco. Kiedy się od siebie odsunęliśmy poczułam wielką radość. Właśnie w tym momencie otorzyły się drzwi od pokoju nauczycielskiego. Matematyczka spojrzała na nas pogardliwie.Chyba wiedziała co się święci. U niej takie coś nie przejdzie.
- Dzień dobry chciałbym zabrać Ją do domu.- powiedział pewny siebie.
- Przykro mi ale tylko osoby pełnoletnie i spokrewnione mogą odbierać uczniów z naszej szkoły. - Odparła matematyczka,a w jej oczach widziałam nienawiść, nie tyle do nas co do całej szkoły, wszystkich uczniów , ludzi...
Co miałam robić? Albo zostać w tej budzie jeszcze 5 godzin i tłumaczyć wszystkim kto to był , jak ma na imie, ile lat, co chciał... Nie miałam na to ochoty...
- Alee... Proszę Panią to jest mój brat... tyle że przyrodni. Ma na imie ‘X’ ma 18 lat... –skłamałam.
-Jeśli tak... to chyba mogę Cię puścić... ale masz mieć na jutro usprawiedliwienie z podpisem jednego z rodziców. – doparła – ale najpierw chcę zobaczyć Pana dowód osobisty. –dodała, najwyraźniej myslała, że jeszcze coś na mnie znajdzie.
X podał jej dowód osobisty. Obejrzała i kazała udać się w stronę wyjścia.- Nejciku, byłaś genialna...-zaczałą- myślałem już, że Cię nie puści.
- Króliczku, nie mów do mnie Nejcik, mów do mnie Nejt, tylko ty masz prawo mnie tak nazywać. Skorzystaj z tego.
Więcej już nie rozmawialiśmy. Jechał przed siebie. Jechał tak szybko ale się nie bałam. Kazałam mu się zatrzymać przy moim starym ochydnym domu. Zatrzymał się. Wybiegł z sammochdu i otworzył mi drzwi,a ja zarzuciłam mu rece na szyje. Znów się całowaliśmy. Weszliśmy do domu. Od razu ruszył do mojego pokoju, usiadł wygodnie na kanapie. Poszłam za nim. Usiadłam obok króliczka i spojrzałam. Sięgnęłam ręką po szklanki stojące na półce pobiegłam do kuchni po lód i wyciągnęłam spod biurka Danielsa. Nalałam do szklanek i podałam mu jedną. Pociągnęłam łyka, on zrobił to samo. Znów usiadłam obok niego, ponownie spojrzałam w jego oczy o niewiadomym kolorze. Odstawilam szklankę i nie trzaba było nic mówić całowałam go. I chciałam jeszcze. Zaczęłam go rozbierać. Oderwał sie ode mnie.
- Twoi rodzice...
- Matka u znajomych wróci za 2 dni... ojciec u ‘ koleżanki’ wraca za 3 dni.
Rozbieraliśmy sie całując. Łożko było już rozścielone. Dotykałam jego klatki piersiowej kochałam ją tak samo jak kochałam każda inną część jego ciała. Dotykał moich piersi, brzucha, ud. Pozwalałam mu na wszystko. Znów ze sobą spaliśmy...
- Nejt... moja Nejt... nie chę Cię znów krzydzić maleńka... znów tak jak to zrobiłem 5 miesięcy temu.
- Nie skrzywdzisz króliczku już bardziej... wytrzymałam i wytrzymam jeszcze... ale teraz ciocho... całuj mnie, dotykaj króliczku kochany...
Obudziłam się wcześniej niż on, wstałam naga. Udałam się do kuchni...
- Dzień dobry króliczku... myślałam, że śpisz. – mówiłam do niego naga.
- Nie śpie i nie chcę spać bez Ciebie. Nie teraz.
- To dobrze bo zrobiłam Ci coś do jedzenia.
- za chwilkę wstanę Nejciku... zachwilę, ale teraz połóż się tu obok mnie. Taka naga jak teraz.
- Nie wstawaj... ono przyjdzie... i ja przyjdę trazem z nim.
20 sekund później byłam już w łózku obok mojego greckeigo boga.
- Nejciku. Dalczego tak sie starsz... Wiesz, że wyjadę. Znów nie będziemy sie widzieć długo. Będziesz tesknić. Przepraszam...
- Ćśś. Nie przepraszaj tak musi być. To ja się zakochałam...
Dalej nie było nic. Koniec snu. Teraz tak barzdo chcałabym aby on się spełnił. Przyznałam sie przed sobą. Kocham go, kocham króliczka...
Damy misiowi w pysk Stokrotko.
perwers | 24 Listopad, 2009 22:08

Odpoczęłam na niby przez całe 2 tygodnie. Kiedy wróciłam do domu i on zawitał do portu. Nie potrafiliśmy już ze sobą rozmawiać. A może poprostu byliśmy w niezręcznej sytuacji. ***W czasie wakacji bardzo wiele sie wdarzyło. Postanowiłam zmienić szkołe choc jest to trudne kiedy wybierasz się do grugiej klasy. Chyba nie miałam w nim oparcia ale nie to się liczyło. Przez cały czas zasypiałam myśląc o nim, śniąc, oddychając jego powietrzem. Na lekcjach czułam jego zapach. Często na przerwach wybuchałam płaczem biegłam do łązienki i przesiadywałam tam całą 20 minutową przerwę.Poczatek Listopada był trudny chociaz już odrobinę się uspokoiłam. Na lekcjach i przerwach byłam spokojna choć naprawdę przez cały czas o nim myslałam. Wytrwałam długo. Piszemy teraaz ze sobą dość często.Czasem o głupotach, czasem pomaga mi w odrabianiu lekcji innym jeszcze razem rozmawiamy jak dobrzy znajomi. A teraz coś dla Tomka. Mojego Tomka przez, którego pokochałam stokrotki, który mnie szanował. I nigdy nie próbował nawet wciągnąć w to bagno, w którym sam siedział.Mojemu Tomkowi... mojemu bratu... Ćpunowi , narkomanowi i kochanemu przyjacielowi... Nigdy nie zapomnę jak odgarniałęś moje waskudne włosy z twarzy i mówiłeś „ Kwitniesz na wiosnę. Jesteś Stokrotką nikim innym”
Kochanemu Tomkowi Stokrotka...




Trackbacki (0)



