Załóż bloga Zaloguj się




Pierdol ten świat to on jest właśnie piekłem.

Tak w nicości trwam...

perwers | 25 Listopad, 2009 19:03

Myśle ostatnio. Myślę dużo i intensywnie. Jest źle potem znów dobrze. Wspaniale kiedy śnie bo ciągle o nim jednym. Przed snem myslę o tamtej nocy z nim spędzonej o ciepłych pocałunkach, smaku jego  skóry i męskim zapachu. Tam pociągającym... Tym, któremu nie mogłam się oprzeć.

***

Śniło mi się, że  przyjechał samochodem do szkoły. Swoim własnym, takim jakim sobie wymarzył. W tym udawanym życiu zwanym snem było cudnie. Nie spodziewałam się go. Nie przypuszczałam, że przyjdzie do mnie. Choć na niby... Przyszedł jednak. Wszedł głównym wejściem. Przeszedł przez drzwi dzielące  korytarz od stołówki. Był ubrany w białą koszulkę, taką zwyczajną, taką którą najbardziej u niego lubiłam, spodnie moro  dość luźne. Czarne polskie skoczki. Szedł na luzie, jego opalone ręce były jeszcze ciemniejsze niż zwykle. Najpierw zauważyły go dziewczyny siedzące ze mną na ławce. Potem ja...  Miał właśni epukać do pokoju nauczycielskiego, w tedy właśnie zerwałam się.

-Przepraszam, Pan do kogo jeśłi można zapytać ?

-Och. Właśnie Pani szukam. – Powiedział i pokazał cudne idealnie równe, białe ząbki.- Czy zechciałaby mi pani pokazać odrobinkę tych pięknych lasów i jezior?

Mimo woli uśmiechałam się  tak szeroko że bolały mnie policzki.Objął mni ew pasie i pocałował, tak długo, tak gorąco. Kiedy się od siebie odsunęliśmy poczułam wielką radość. Właśnie w tym momencie otorzyły się drzwi od pokoju nauczycielskiego. Matematyczka spojrzała na nas pogardliwie.Chyba wiedziała co się święci. U niej takie coś nie przejdzie.

- Dzień dobry chciałbym zabrać Ją do domu.- powiedział pewny siebie.

- Przykro mi ale tylko osoby pełnoletnie i spokrewnione mogą odbierać uczniów z naszej szkoły. - Odparła matematyczka,a w jej oczach widziałam nienawiść, nie tyle do nas co do całej szkoły, wszystkich uczniów , ludzi...

Co miałam robić? Albo zostać w tej budzie jeszcze 5 godzin i tłumaczyć wszystkim kto to był , jak ma na imie, ile lat, co chciał... Nie miałam na to ochoty... 

- Alee... Proszę Panią to jest mój brat... tyle że przyrodni. Ma na imie ‘X’ ma 18 lat... –skłamałam.

-Jeśli tak... to chyba mogę Cię puścić... ale masz mieć na jutro usprawiedliwienie z podpisem jednego z rodziców. – doparła – ale najpierw chcę zobaczyć Pana dowód osobisty. –dodała, najwyraźniej myslała, że jeszcze coś na mnie znajdzie.

X podał jej dowód osobisty. Obejrzała i kazała  udać się w stronę wyjścia.- Nejciku, byłaś genialna...-zaczałą- myślałem już, że Cię nie puści.

- Króliczku, nie mów do mnie Nejcik, mów do mnie Nejt, tylko ty masz prawo mnie tak nazywać. Skorzystaj z tego.

Więcej już nie rozmawialiśmy.  Jechał przed siebie. Jechał tak szybko ale się nie bałam. Kazałam mu się zatrzymać przy moim starym ochydnym domu. Zatrzymał się. Wybiegł z sammochdu  i otworzył mi drzwi,a ja zarzuciłam mu rece na szyje. Znów się całowaliśmy. Weszliśmy  do domu. Od razu ruszył do mojego pokoju,  usiadł wygodnie na kanapie. Poszłam za nim. Usiadłam obok  króliczka i spojrzałam. Sięgnęłam ręką po szklanki  stojące na półce pobiegłam do kuchni po lód i wyciągnęłam spod biurka  Danielsa. Nalałam do szklanek i podałam mu jedną. Pociągnęłam łyka, on zrobił to samo. Znów usiadłam obok niego, ponownie spojrzałam w jego  oczy o niewiadomym kolorze. Odstawilam szklankę i nie trzaba było nic mówić całowałam go. I chciałam jeszcze. Zaczęłam go rozbierać. Oderwał sie ode mnie.

- Twoi rodzice...

- Matka u znajomych wróci za 2 dni... ojciec u ‘ koleżanki’ wraca za 3 dni.

Rozbieraliśmy sie całując. Łożko było  już rozścielone. Dotykałam jego klatki piersiowej kochałam ją tak samo jak kochałam każda inną część jego ciała. Dotykał moich piersi, brzucha, ud. Pozwalałam mu na wszystko. Znów ze sobą spaliśmy...

- Nejt... moja Nejt... nie chę Cię znów krzydzić maleńka... znów tak jak to zrobiłem 5 miesięcy temu.

- Nie skrzywdzisz króliczku już bardziej... wytrzymałam i wytrzymam jeszcze... ale teraz ciocho... całuj mnie, dotykaj króliczku kochany...

 Obudziłam się wcześniej niż on, wstałam naga. Udałam się do kuchni...

- Dzień dobry króliczku...  myślałam, że śpisz. – mówiłam do niego naga.

- Nie śpie i nie chcę spać bez Ciebie. Nie teraz.

- To dobrze bo zrobiłam Ci coś do jedzenia.

- za chwilkę wstanę Nejciku... zachwilę, ale teraz połóż się tu obok mnie. Taka naga jak teraz.

- Nie wstawaj... ono przyjdzie... i ja przyjdę trazem z nim.

20 sekund później byłam już w łózku obok  mojego greckeigo boga.

- Nejciku. Dalczego tak sie starsz... Wiesz, że wyjadę. Znów nie będziemy sie widzieć długo. Będziesz tesknić. Przepraszam...

- Ćśś. Nie przepraszaj tak musi być. To ja się zakochałam...

   Dalej nie było nic. Koniec snu. Teraz tak barzdo chcałabym aby on się spełnił. Przyznałam sie przed sobą. Kocham go, kocham króliczka...

Damy misiowi w pysk Stokrotko.

perwers | 24 Listopad, 2009 22:08

.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Odpoczęłam na niby przez całe 2 tygodnie. Kiedy wróciłam do domu i on zawitał do portu. Nie potrafiliśmy już ze sobą rozmawiać. A może poprostu byliśmy w niezręcznej sytuacji. ***W czasie wakacji bardzo wiele sie wdarzyło. Postanowiłam zmienić szkołe choc jest to trudne kiedy wybierasz się do grugiej klasy. Chyba nie miałam w nim oparcia ale nie to się liczyło. Przez cały czas zasypiałam myśląc o nim, śniąc, oddychając jego powietrzem. Na lekcjach czułam jego zapach. Często na przerwach wybuchałam płaczem  biegłam do łązienki i przesiadywałam tam całą 20 minutową przerwę.Poczatek Listopada był trudny chociaz już odrobinę się uspokoiłam. Na lekcjach i przerwach byłam spokojna choć naprawdę przez cały czas o nim myslałam. Wytrwałam długo. Piszemy teraaz ze sobą dość często.Czasem  o głupotach, czasem pomaga mi w odrabianiu lekcji innym jeszcze razem rozmawiamy jak dobrzy znajomi.  A teraz coś dla Tomka. Mojego Tomka przez, którego pokochałam stokrotki, który mnie szanował. I nigdy nie próbował nawet wciągnąć w to bagno, w którym sam siedział.Mojemu Tomkowi... mojemu bratu... Ćpunowi , narkomanowi i kochanemu przyjacielowi... Nigdy nie zapomnę jak odgarniałęś moje waskudne włosy z twarzy i mówiłeś „ Kwitniesz na wiosnę. Jesteś Stokrotką nikim innym”

Kochanemu Tomkowi Stokrotka...

Trzasnę dzrzwiami , zrzucę z półki wazon pełen kwiatów, które zbierałeś dla mnie wczoraj.

perwers | 23 Listopad, 2009 19:46

Żegnając się nie czułam bólu. Nie czułam póki jeszcze miałam go w zasięgu wzroku.

Uścisnęłam jego dłoń, on moją. Wszystko to było sztuczne. Wiedział czego mi brakuje, ostatniego pocałunku. Wtuliłam się w niego z całej siły, czując się jak małe dziecko które nie chce puścić matki, która odprowadza go do przedszkola. Odsunął mnie leciutko od siebie. Popatrzył mi w oczy i powiedział :

-Ostatni raz.- Patrząc mi w oczy wysptał te słowa, a ja wiedziałam, że to będzie ostatni raz czy tego chce czy nie.

Wiedziałam o co mu chodzi. Nie chciałam tego ostatniego razu, albo chciałam. Chciałam żeby trwał i nigdy się nie skończył.

Nachylił się ku mnie i pocałował. Długo, namiętnie i zarazem delikatnie, tak delikatnie jak jeszcze nikt nie całował.Nie chciałam przestawać ale to nie zależało ode mnie. Kiedy nasz pocałunek się skończył... pocałunek pełen smutku, zalu i goryczy... kiedysię skończył, nie tyle nie chciałam dotknąć go jeszczeraz. Poprostu nie mogłam. nie miałam prawa. To była jedyna obietnica której dotrzymałam wobec niego. Nie pamiętam czy wyszłam ze stacji PKP czy wybiegłam. Potraciłam jakiegoś chłopaka ale nawet nie przeprosiłam.

Łzy napływały mi do oczu ale nei mogłam się rozkleic nie teraz kiedy mogliby zobaczyć to moi rodzice. Przecież oni wciąż wierzyli że jesteśmy przyjaciółmi.

 

Połozyłam się na tylnym siedzeniu udając, że źle się czuję. Weszłam do domu, pierdzielnęłam gdzieś swoje rzeczy i położyłam się na łózku.chwilę potem wygoniłam starszego brat az mojego małego ciasnego pokoiku opadłam na łóżko i zaczełam płakać. Tak długo i tak beznamiętnie jak nigdy, chciałam żeby był przy mnie właśnie teraz właśnie w tej chcwili. Nie mógł być...

Przez 2 tygodnie wcale się nie odzywał.Nie dlatego, że nie chciał, a dlatego że nie mógł. Wypłynął w morze...

Najważniejszej osobie w moim zyciu o której muszę zapomnieć...

inaczej trochę 7.

perwers | 16 Listopad, 2009 21:44

Nastał w końcu  czas koncertu. Hotorhead wparował na scenę, a publiczność zawyła z zachwytu. Nadal nie mogę zrozumieć jak znalazłam  się prawie pod sceną. Jednak znalazłam się i stałam tam 3 godziny w ścisku. X stał tuż obok mnie ale przez cały czas  starał się być jak najbliżej  aby chronić mnie przed 7 tysięczną publiką, która nie patrzyła na nic. Może to niewiele ale zasłonić własnym ciałem przed gigantyczną pieszczochą to dla mnie  dużo.

3 godziny stania  w ścisku, krzyk, odpychanie innych mogło wykończyć każdego, mni erównież wykończyło. Występ trawał nadal, byłam już bledsza od ściany ale stałam na dal. On nic nie powiedział wystarczyło, że spojrzał na mnie. Złapał tylk omocno za rekę, odepchnął ludzi za nami i wyprowadził  w luźniejsze miejsce. Widok co prawda nie był taki jak poprzedni ale mogłam oddychać.

Niedługo po tym koncert sie skończył. Poszliśmy na colę, porozmawialiśmy z ludźmi, wróciliśmy do namiotu i nawet nie wiem kiedy usnęłam...

inaczej trochę 6.

perwers | 05 Listopad, 2009 21:10

 

Chciałam nie tylko całowania chciałam czegoś więcej. Złapałam go za rękę zatrzymał ją. Ja jednak nakierowałam go dalej. Nadal całując  zaczeliśmy sie powoli rozbierać. Tak właśnie tak spałam z obcą i jednocześnie tak bliska mi osobą. Nie miałam wyżutów sumienia. Nie bała się nie panikowałam. X przez cały czas pytał czy jestem tego pewna czy nie będę sie z ty źle czuła. Nie czułam sie źle.

 

Była może 3 nad ranem, cud chłopak spał lekko okryty. Nachyliłam się nad nim i pocałowałam delikatnie w usta, potem wtuliłam się w niego i usnęłam. Obudziłam się koło 8 rano. W namiocie panował straszny upał. Chociaż byłam na wpół goła umierałam z gorąca. Włożyłam na siebie spodnie  i koszulkę. Wszystkie rzeczy pachniały nim.  Otworzyłam wejście namiotowe. Do środka weszło świerze powietrze. Grecki Bóg jeszcze spał a ja nie chciałam go budzić. Pobiegłam sie wykąpać. Kiedy wróciłam nadal smacznie chrapał. Uprzątnełam troche w swoim namiocie. Poleżłam trochę. Wstał koło jedenastej, siedziałam właśnie przed namiotem. Przywitał sie ze mną i dał buziaka w policzek. Pomimo moich obaw nie wstydziłam sie nocnego wydarzenia. uśmiechnęłam się. On uznał, że przydałoby się coś zjeść. Siegnął po batonik i inne smakołyki. Nie miałam ochoty na jedzenie. Leżałam na trawie i patrzyłam jak pochłania całą zapasową żywnośc. Sięgnęłam po paracetamol ale ten złapał mnie tylko za ręke i powiedział, że nie wezmę tego. Na początku sie przestraszyłam ale zaraz zrozumiałam o co mu chodzi. Poprosił abym coś zjadła długo się opierałam ale w końcu powiedział, że jeśli nie zjem czegokolwiek zacznie mnie błagać na kolanach próbowałam wytłumaczyć, że naprawdę nei jestem głodna. ale ten zaczął klękać.  Obiecałam, że zjem. Usiadłam  obok kogoś kogo zaczynałam naprawdę kochać. Trzymał  w reku sezamki . Pochyliłam sie nad jego dłonią i wzięłam gryza , uśmiechną sie szeroko...

inaczej trochę 5. (Wpis bardzo dla mnie ważny)

perwers | 03 Listopad, 2009 22:28

Wydaje mi się, że im bardziej próbuje o wszystkich złych rzeczach zapomnieć tym częściej one wracają z podwojoną siłą.

 ***

Na chwilę usnęłam. Pisząc chwila mam na myśli  około 5 -7 minut, nie więcej. Usłyszałam piosenkę zespołu Lipali. Moja ulubiona. Chociaż ledwo żywa wybiegłam z namiotu  zaliczając glebę przy pierwswzym kroku. Grecki Bóg pomógł mi si pozbierać. Złapał za rękę i ruszyliśmy w stronę sceny. udało nam się pokonać większość drogi bez przeszkód, potknęłam sie może dwa razy.

Kiedy doszliśmy pod scene ułożyłam się wygodnie na trawie. Uznałam, że mi wolno. Zrobił to samo i zaczeliśmy  słuchać piosenki. Lipali nie grało wcale zbyt długo. Po dwóch albo trzech piosenkach zwninelismy się znów na pole namiotowe.  Zaprowadził mnie do swojego namiotu i położył. Znów było mi zimno tym razem jednak nie podał mi kurtki.  Poprostu mnie przytulił. Na chwilkę usnęłam. Gdy się obudziłam on spokojnie na mnie patrzył.

- czy.. ja.. czy... mówiłam... coś głupiego...? -zapytałam speszona, zlekkim rumieńcem na twarzy.

- Nie - podsumował którko. Jednak uśmiech go zgubił.

-Tsaa. Kłamać to ty nie potrafisz. Kiedyś mi opowiesz co wypraw... o boże spałam tu? Żartujesz chyba...    ?

Zrobił zaskoczoną minę  z wyrazem pełnym współczucia.

- Spałaś ale spokojnie nic ci nie zrobiłem.- odparł już nieco łagodniej niż poprzednim razem.

Udałam, że nic się nie stało. Nie bałam sie jego, a swojego zachowania. Trochę poleżeliśmy, trochę porozmawialiśmy. Zaczęło mi się trochę nudzić, a że zobaczyłam kawałek jego brzucha, który nie zasłoniła  koszulka  zaczęłam go denerwować. Przez cały czas powtarzał , że go to strasznie łaskocze i ostrzegł, że w końcu mi odda. Nic sobie z tego nie robiłam to była tylko zwyczajna zabawa, aż w końcu się podniósł złapał mnie za biodra i zaczą łaskotać. śmiałam się bardzo głośno , chociaż nigty tego nie robiłam, zawsze się wstydziła. Błagałam by przestał ale ty razem to on nie dawał za wygraną. W końcu spojrzałam mu w twarz i natrafiłam na sliczne oczy, on też przerwał na chwilę ' dręczenie' mnie. Spojrzał mi głęboko w oczy tak jak jeszcze nikt tego nie zrobił. Wiedziałam co się stanie, wiedziałam, że zaraz mnie pocałuje. Najzwyczajniej w świecie jednak chciałam tego. W końcu nasze usta sie zetknęły... całowaliśmy sie bardzo,bardzo długo... Z przyzwyczajenia moje ręce powędrowały pod jego koszulkę. Palcami przesuwałam po jego ciele, sercce biło mu szybciej niż komukolwiek. Wsunął mmi ręce pod bluzkę, dotykał tylko brzucha. Nasze usta wciąż się stykały. Nie mogłam opanować rąk, przez cały czas wędrowały po jego ciele... On jednak nie wiedział na ile może sobie pozwolić, wciąż przejeżdżał dłońmi tylko po brzychu i plecach...

inaczej trochę 4

perwers | 01 Listopad, 2009 23:06

Nie wróciłam. Spaliśmy w jednym. Przykryci jego kurtką i śpiworem. On zasnął pierwszy koło 3 nad ranem  ja mniej  więcej po piątej. Nie spałam długo . Może półtorej godzinki. Potem wyszłam do spojego namiotu i usnęłam. Obudziłam się koło 9 on jeszcze spał.Wyszłam z namiotu i poszłam sie odświerzyć. Pół godziny później wstał i on. Pogadaliśmy trochę on zaczął jeść batoniki, potem poszedł po coś bardziej pożywnego. Natomiast ja nie miałam ochoty na jedzenie.

Do południa prawie nic się nie działo. Pojechaliśmy nad jezioro , potem wróciliśmy. Nic wielkiego. Około 3 po południu X poszedł po troche prowiantu w sensie  oprocentowanym (piwo). Trzeci dzień w którym nic nie jadłam. Strasznie bolała mnie głowa ale chciałam się napić, więc wypiłąm jedno drugie, doszło do 5  dalej już nie pamiętam. Podczas spożywania  'prowiantu' wiele mi o sobie opowiedział. O swojej przeszłości, dlaczego jest  sam. Słuchałam uważnie. ale po 5 piwku naprawde zaszumiało mi w głowie. Albo powiem w 100 % szczerze urwał mi się film. Pamiętam tylko zwracanie. Rozmowę z nim , śmiech i to jak namawiał mnie do pójścia do namiotu i położenia się spać.Dał sie w tedy przytulić. Zagroził że pojedzie do domu jeśli nie wejdę do tego cholernego namiotu i nie pójdę spać. Po 15 minutach zmagań zgodziłam się weszłam. W tedy dopiero sie zaczęło. Lament ,płacz, śmiech wszystko na zmiane.Opowiedziała mu o tym co do niego czuje. On nic nie powiedział chyba... najważniejszego nie pamiętam.Pokazałam mu swoje blizny, powiedziałam że to przez niego, wypomniałam mu jakąś laskę, a on tylko się uśmiechnął i powiedział, że widział ją pare razy w życiu i nawet jej nie zna zbyt dobrze. Uwierzyłam. Po ras setny powiedziałam mu , że jestem wstrętna bo żygałam. X wciąż ocierał mi łzy, jeszcze nikt wcześniej tego nie robił. Otarł po raz kolejny i pocałował w usta. Od tamtego momentu byłam jego... Nie obchodziło mnie już nic... Byłam zakochana w nieznajomym...

trochę inaczej 3.

perwers | 01 Listopad, 2009 17:50

 

 Jak można być tak głupim, jak można wstydzić się czegoś na co czekało się od prawie pół roku, co nie dawało spać.

 

***

Wcale nie chciałam przestać ale musiałam. Po czymś takim nie mogłam patrzeć już w oczy greckiego boga. Odwróciłam wzrok i prawie szeptem zapytałam co to miało znaczyć ? Nie powiedział nic prócz tego, że to był obiecany całus. Rzeczywiście obiecał mi kiedyś całkiem niechcąco. Słowa więc dotrzymał. Nie wiem co w tedy czułam , jak zebrać tyle uczuć w jedna całość. Radość, strach przed nieznanym, zaskoczenie, potworna niechęć do siebie. Mogłam na tym poprzestać, na tym jednym obiecanym całusie ale nie chciałam. Dążyłam w myslach do czegoś więcej niż przyjaźni. I tym razem pochyliłam głowę w jego stronę spojrzałam w oczy, które wydawały sie być bez żadnego wyrazu. Znów to zrobił, znów mnie pocałował, nie chciałam tego przerwać więc tego nie zrobiłam. Powinnam była ale nie mogłam, nie miałam tye siły by się powstrzymać.  W końcu się od siebie okleiliśmy choć nie było łatwo. Przez chwile czułam się najszczęśliwsza na świecie. Znów lezeliśmy na  trawie w rozgwieżdżoną noc, stykaliśmy sie swoimi ciałami, trzymaliśmy za ręce i milczeliśmy przez jakiś czas. Przesówałam rekąpo jego twarzy, karku, klatce piersiowej, plecach czy brzuchy. Nie protestował przez cały czas tylko na mnie patrzył uśmiechał sie  lub całował. Nie dałam się tak dotykać jak on. Nie czułam się idealna widziałam w sobie tylko wady. Nie sprzeciwiał się na mój strach. Przejechał pare razy dłonią po moich włosach, pocałował po raz kolejny i powiedział szeptem,że nie musze sie bać, że przeprasza. Parenaście minut potem zaczynaliśmy się zbierać.Dodałam na odchodnym,że jak będzie w nocy padał deszcz to zamieniamy się na namioty. Z uśmiechem powiedział stanowczo "NIE", dodał jednak, iż nie wygania mnie ze swojego namiotu pomyślałam troche o sobie. Nie chciałam wracać do samotnego  namiotu i przespać pierwszej nocy w samotności...

 

Inaczej trochę. 2

perwers | 31 Październik, 2009 19:43

 

Dziś nie wiem czy żałuje tego co sie stało czy nie. Codziennie mam nowe obawy , nowe zmartwienia, jedne mijają inne nie.

***

Dlaczego się  do siebei nie odzywaliśmy ? Nie mam pojęcia. Skrępowanie przy rodzicach, nowo poznany człowiek, moze dlatego właśnie.

Zanim wyjechaliśmy z mojego rodzinnego miasta  podjechaliśmy jeszcze do sklepu.  Próbowałam się rozluźnić trochę mi się udało. Matka kupowała mi coś do jedzenia pomimo mojego protestowania. Oboje ruszyliśmy w stronę  wody gazowanej. Pamiętam nawet jaką wzięliśmy.  O jakim smaku.   Pogadaliśmy  trochę o rodzicach moich i jego. Zadzwonił telefon  odebrał po rozmowie domyśliłam się, że rozmawia z matką. Kiedy zakończył rozmowę  powiedział, że najchętniej wyzuciłby  elektroniczną smycz do kosza (telefon) .  Uparłam sie jeszcze na miętową gumę do żucia  więc poszedł ze mną też wzią. Powiedziałam, że zamiast gumy to powinien wziąśc gumki. Spojrzał na mnie jak na idiotke i powiedział z jak najbardziej poważnym tonem " Nawet o tym nie śnij" . Wyszliśmy ze sklepu weszliśmy do samochodu i za pare minut byliśmy już przy wejściu na koncert.

 Rozmawialiśmy o bzdurach. Wymieniliśmy bilety na opaski. Rozbiliśmy namiot i zaczeliśmy rozmawiać  jak normalni ludzie. Po 30 minutach doczekałam sie piwa. oo tak było strasznie gorąco chciało mi się pić. Nie przepadam za piwem ale przecież nie mogłam dać po sobie tego poznać.  Mam mocną głowę ale nie w tydy.  Nie jadłam przez 2 dni  więc  było mi śmiesznie już po jednym. 

Robiło się już ciemno i chłodno, a my lezeliśmy  na polu namiotowym pod gołym  rozgwieżdżonym niebem. zaczeliśmy  się śmiać, potem temat zszedł na naszych rodziców. Rozmawialiśmy jak dobrzy przyjaciele.  Obok nas przechodziły  grupki ludzi z polski ,niemiec czy anglii. Apelowaliśmy o nie podeptanie nas.  Lezeliśmy długo , było przyjemnie nie chciałam sie ruszać. Wspominałam nasze internetowe rozmowy to jak obiecywaliśmy sobie dla żartów, że zaciągniemy się  w maliny albo , że jedno drugie upije i wykorzysta.  Rozmowy tylko i wyłącznie   dla   żartów. Zaczęło robić się zimno ale ja nie chciałam oddalać się od obcej mi nadal osoby. Chyba zauważył,iż zmarzłam bo wyjął kurtkę z namiotu i delikatnie mnie nią przykrył. Nie protestowałam było mi teraz dużo cielpej i nadal mogłam z nim rozmawiać.

 Znów zrobiło się wesoło. leżeliśmy bliżej siebie właściwie prawie stykaliśmy sie ciałem ale to nic, przecież to nic złego. Ja wyglądałam  conajmniej śmiesznie w tej kurtce ale czułam sie dobrze , natommmiast on w smojej białej koszulce wygladał jak grecki Bóg. Miałam jakąś głupawkę co chwila podnosiłam sie  opierałam o jego klatkę piersiową patrzyłam na jego twarz  i zadawałam pytania, śmiałam sie.Po raz kolejny  oparłam sie o niego , poprosiłam żeby spojrzał mi w oczy i odpowiedział na  pytanie dlaczego do mnie napisał. Patrzyliśmy się przez chwile ,a potem znów położyłam sie na pół sekundy na trawę po czymponownie oparłam się o klatkę greckiego Boga. Tym razem podniósł  głowę i pocałował mnie w usta . Byłam przerażona, zaskoczona i szczęśliwa.Odwzajemniłam buziaka ale tylko na chile bo zaraz go przerwałam...

 C.D.N.

Inaczej trochę.

perwers | 30 Październik, 2009 19:19

 

Chyba coś mi odbiło żeby zaprosić obcego człowieka na kkoncert, na dodatek taki z noclegiem. Moze to chęć poznania kogoś kto nie ogranicza sie tylko do picia piwska, jedzenia  chipsów , przeklinania i pokazywania co to nie ja. A może to dlatego, że odezwał sie właśnie w tedy kiedy tego potrzebowałam. Nie wiem co mną zawładnęło ale to chyba ta młodzieńcza fascynacja, która z resztą trwa już od około  10 miesięcy.

 

Zwariowałam na punkcie internetowego kolegi.  Wcale nie takiego brzydkiego i naprawdę inteligentnego. Przedewszystkim starszego i  ambitnego. Mogę powiedzieć,iż  natrafiłam na ideał. Tyle tylko, że ten ideał jest nie osiagalny, a ja tego faceta chyba kocham ale przyznać sie przed  sobą do tego nie potrafie. Przecież nie taka była między nami umowa.

 

Zgłupiałam ale zaprosiłam  ,, X ''  na ten  3 dniowy koncert. Karnety zadobyłam i pojechaliśmy.Starsi  chciali go poznać bo pomimo tego że jestem  tak zwaną grzeczną dziewczynką i niczego w swoim całym długim życiu nie przeskrobałąm . Troche sie bałam  reakcji.

 

 

 

Kiedy pociąg zajechał  wysypał się tłum ludzi oczywiście ubranych na czarno ( To metalowo-rockowa impreza). Czekałam na PKP tak jak powinnam, było mi panicznie słabo. Nie jadłam nic od dwóch dni, nigdy jeszcze sie tak bardzo nie stresowałam. Nocóż w końcu zauważyłam chłopaka w blond włosach (tak myślałam ). Nie wiem jakim cudem ale od razu wiedziałam, że jest to  X . Siedziałam na ławce, nie zauważył mnie ale to wcale nie dziwne ; ] w końcu  mieliśmy zobaczyć sie po raz pierwszy. Podbiegłam do samochodu  rodziców.  zapakowałam plecak i poszłam go przywitać stał przy głównym wejściu. Przecisnęłam się przez tłum i powiedziałam " Cześć " on zrobił to samo. Podałam mu ręke. On... on mnie poprostu przytulił jak dobrą znajomą. Podeszliśmy oboje do  samochodu  starszych.  Przywitali się. Ojciec zmierzył nieznajomego wzrokiem ale nic nie powiedział. Wpakowaliśmy się do środka i pojechaliśmy . W samochodzi enawet nei rozmawialiśmy

 

C.D.N.

Codziennie .2

perwers | 29 Październik, 2009 20:47

 

Codziennie po szkole włączam komputer, codziennie patrze tylko na jedną osobę na gadu, codziennie sprawdzam jej opis [osoby], codziennie czekam na wiadomość. Nie odrabiam lekcji, nie chce mi się jeść ani pić, zaniedbuje wszystkich i wszystko. Często rozmawiam z matką, jest moją przyjaciółką. Nie mam za złe jeśłi ktoś do mnie wpadnie po południu, nie oburzam sie jeśli ktoś napisze sms-a. Nie przeszkadza mi  głucha cisza w pokoju obok i kłótnia w kuchni.

 

Kiedyś zdarzyło się, że dostałam wiadomość ale w tedy nie wiedziałam jeszcze w jakie kłopoty wpadnę. Czego będę żałować. Czasem nie żałuje niczego z minionych tzrech nocy i trzech  dni.

Nie mam 3 lat ale czasem jestem ślepa. Czasem intuicja zawodzi. Tym razem zawiodła.

 

Standardowo . C.D.N. chociaż wydaje mi sie, iż nikt tego nie przezczyta.

Codziennie.

perwers | 29 Październik, 2009 18:07

 

Czasem nie wiem co myśleć, o czym pisać.

Wychodzę co dzień rano do szkoły, codziennie widze mojego czarnego psiaka który mnie brudzi, codziennie idąc chodnikiem zastanawiam się jaki będzie dziś dzień, codziennie wchodze na przystanek i codziennie drże ze strachu. Spoglądam na zgraną paczkę ludzi, oni spoglądają na mnie, nie mogąc patrzeć im w oczy opuszczam głowę. Przychodzi kolega, podaje wszystkim dłoń by się przywitać wszystkim prócz mnie, na początku jest mi troche przykro ale potem całkowicie mnie to nie obchodzi. Jak codzień siadam na ławeczce i czekam na autobus który  każdego dnia zjawia sie o innej porze. Nikomu nie mam za złe, że wpychają się przede mnie. Nie mam też za złe że nigdy nie siedze w autobusie na końcu. Właściwie to bardzo mnie to cieszy. Siadam jak zwykle siedzenie przed nimi. Na przedzie autobusu jak zwykle babcie wyznające moherowego allach.Tego nie mam im za złe. Autobus rusza, a ja spoglądam na telefon komórkowy i wpatruje sie parę sekund w myślach błagając Boga o wyświetlenie się informacji o nowej wiadomości. Jak codzień nic z tego... Odchylam głowę do tyłu i próbuje zatopić się w marzeniach o bliskiej mi osobie, a może kimś zupełnie obcym.

 

Wchodzę jak co rano do szkoły  i jak co rano, po przebraniu obówia siadam na ławkę obok plotkujących koleżanek. W tym momencie jestem zajeta sobą, swoimi marzeniami, emocjami i wspomnieniami. Nucę piosenkę, a wspomnienia nawracają z prędkością światła i uderzają we mnie jak w mur, stary mur, który zaraz runie. Wszystko boli mnie w środku, serce przyśpiesza, łzy napływają mi do oczu ale nie wydostają się poza nie. Nie jestem w stanie płakać przy ludziach mi tak obcych i bliskich jednocześnie. Przy ludziach, których widuje codziennie rano ale którzy nie widza co się ze mną dzieje.

Lekcje jakoś mijają, raz lepiej, raz gorzej. Na przerwach jestem radosna. Ujdaję. Tak tzreba żeby innym nie robić problemów.

Czekam na autobus, wracam do domu w podłym homorze. Zazwyczaj dlatego,że ludzie z przystanku chcą mi dogryźć. Puszczam każde nieodpowiednie zdanie mimo uszu.

 

 By Nejt

C.D.N.

«Poprzedni   1 2
RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.
BlogiPlotki